Coś niecoś o języku i o mieście

Jestem w trudnym momencie życia. Mój mózg jest wystawiony na próbę. Cały czas otaczająca mnie rzeczywistość COŚ chce od mojego mózgu. A to, żeby zapamiętał widoki, a to, żeby przyswoił dźwięki, a to, żeby zapamiętał nazwy, smaki, klimaty… a mózg jak to mózg, zapamięta albo nie.

To taki „artystyczny” wstęp 🙂

OK. Wstaję rano i po różnych porannych atrakcjach idę na Mszę świętą o 6.30. Kaplica w klasztorze w Asuncion jest dostępna dla ludzi, którzy chcą przyjść się pomodlić. Tak więc każdego rana odprawiamy Mszę św. w towarzystwie 8-10 osób. Muszę przyznać, że jestem pod wrażeniem JĘZYKA, albo dokładniej czytelności i zrozumiałości języka. Zarówno Cristiano, który przewodniczy Mszy św. jak i kobiety, które czytają pierwsze czytanie i psalm, wymawiają wszystkie słowa, sylaby, głoski tak powoli, dokładnie i precyzyjnie jakby byli na jakimś kursie 🙂 Taki hiszpański da się zrozumieć i  da się powtórzyć!

Inna rzecz, że ten sam Cristiano przy obiedzie mówi „nieco” szybciej i już nie tak łatwo dać sobie radę z tymi dźwiękami.

Druga rzecz to „jak wygląda Asuncion?”. To pytanie już usłyszałem kilka razy w rozmowach z Polską. Jak wygląda? Oczywiście jeszcze nie wiem jak wygląda Asuncion w całości. Ale znam już troszkę migawek. Gdy się jedzie samochodem Asuncion jest dziwne i proste jednocześnie. Proste, bo niemal wszystkie ulice są proste i przecinają się pod kątem prostym. I do tego prawie wszystkie ulice są jednokierunkowe. „Maleńki” problem jest w tym, które ulice mają pierwszeństwo. Otóż jest jakaś zasada, którą oni znają, a ja jeszcze nie. Widać, że ją znają, bo czasem jadą na pewniaka, a czasem hamują przed skrzyżowaniem. Ja na razie nie mam pojęcia kiedy mają pierwszeństwo, a kiedy nie. Znaków zbyt wiele nie widać, a nawet gdy widać, to są dziwne (nie takie jak nasze) i nie każdy się nimi przejmuje. Tak czy siak, Cristiano dowozi i odbiera mnie ze szkoły językowej i jeździmy bez dramatycznych przygód. Swoją drogą już mnie kusi, żeby wsiąść za kierownicę….

Trzecie spostrzeżenie na dziś, też dotyczące ulic, to zwykły spacer. Dziś przeszedłem się nieco uliczkami, aż do głównej ulicy miasta. Te podrzędne ulice wszystkie są podobne do siebie. Uliczki wyłożone kamieniami. Tam gdzie się zrobiły dziury jest ziemia (czerwona) i woda. Te kamienne uliczki mają to do siebie, że oczywiście nie da się po nich jeździć szybko. 20-30 km/godz to wszystko. A gdy już wyjedziesz na asfaltową ulicę, to co skrzyżowanie jest próg zwalniający. … kto powiedział, że będzie lekko? 🙂

ok, żeby nie były same słowa kilka zdjęć

 

i jeszcze muszę dodać dwa zdjęcia, które pokazują, że nasi (polscy) drogowcy są super! Bo paragwajscy drogowcy problem dziury w drodze załatwiają w następujący sposób:

2 thoughts on “Coś niecoś o języku i o mieście

  1. Ciekawe spostrzeżenia. Można się dużo dowiedzieć. Cieszę się, że Ojciec się odnajduje małymi krokami w Paragwaju i w tym mieście 🙂 Pokój i Dobro! Pamiętam w modlitwie.

  2. Bardzo interesujące opisy i spostrzeżenia,ciekawe odczucia,jak dla europejczyka.Lubimy to oglądać i przekazywać innym.Myślimy,że Ojciec się już zaklimatyzował–pamiętamy w modlitwie Teresa i Ryszard B

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *