Kazanie z przeszłości

Robiłem dziś wieczorem porządki na dysku mojego komputera i trafiłem na tekst kazania, które powiedziałem na Mszy św. pożegnalnej, gdy o. Michał Tomaszek, teraz błogosławiony o. Michał !!! wyjeżdżał z Pieńska. To była niedziela 18 czerwca 1989. Kilka tygodni wcześniej Michał poprosił mnie, żebym powiedział kazanie na Mszy pożegnalnej. Oczywiście zgodziłem się i owego dnia powiedziałem to, co poniżej.

Tekst został zachowany dzięki komuś z rodziny Michała. Nagrano kazanie na magnetofon, a w okresie przed beatyfikacją tekst przepisano.

* * *

„Jak ojciec mnie posłał, tak ja was posyłam.

Idźcie na cały świat i nauczajcie wszystkie narody”. /Słowa Chrystusa/

Drogi ojcze Michale, ukochani w Chrystusie Panu bracia i siostry. Gdy przed 2000 lat narodził się w Betlejem Chrystus to pasterzom pojawił się Anioł i powiedział: „Oto zwiastuje wam radość wielką, dziś narodził się wam Zbawiciel”. Gdy zostaje wybrany nowy papież to wtedy pojawia się najstraszy z kardynałów i mówi: „Oto zwiastuje wam radość wielką, mamy papieża”.

Dzisiaj, gdy gromadzimy się na tej uroczystej Mszy świętej, podczas której żegnamy misjonarza, pragnę powiedzieć podobne słowa: Oznajmiam wam radość wielką, macie misjonarza. I chyba radość ta jest tym większa, że wasza parafia, Pieńsk wydaje już z siebie trzeciego misjonarza franciszkańskiego. Przed 10 laty wyjechał na misję do Boliwii ojciec Franciszek Drychusz z sąsiedniej Dłużyny, ale tutaj z waszego obrębu jakby spod działania tego Kościoła. Rok temu na misje do Peru wyjechał inny franciszkanin dobrze Wam znany, Wasz parafianin, który tutaj się urodził i tu dorastał, ojciec Jarosław Wysoczański. A dzisiaj żegnamy wspólnie ojca Michała, który dwa pierwsze lata swojego kapłaństwa spędził w Waszej wspólnocie.

Umiłowani, co to jest misja…? Kto to jest misjonarz…? Jako motto, jako główne hasło swojego misjonarskiego trudu ojciec Michał wybrał słowa z Ewangelii: „Jak Ojciec mnie posłał, tak ja Was posyłam”. Są to słowa Jezusa. Okazuje się, że tym pierwszym misjonarzem jest właśnie Jezus Chrystus. Żył odwiecznie jako Syn Boży w swojej ojczyźnie, czyli w Niebie. Ale gdy nadeszła pełnia czasu to opuścił swoje miejsce, opuścił można powiedzieć swój kraj i poszedł na obczyznę, czyli na ziemię. Przyjął trudy ziemskiego życia z wszystkim, nawet z tym co najgorsze, z cierpieniem i z okrutną śmiercią, ale przyjął Chrystus to na siebie po to, aby nam przynieść Ewangelię, aby nam udostępnić sakramenty święte, aby ostatecznie doprowadzić nas wszystkich do zbawienia. To jest właśnie misja, opuścić wygodne życie, opuścić miejsce, do którego jest się przyzwyczajonym i pójść, aby przybliżać ludzi do Boga. I kiedy Chrystus wypełnił na ziemi swoje zadanie, to swoim wybranym uczniom powiedział owe słynne słowa: „Idźcie na cały świat i nauczajcie wszystkie narody”. Na cały świat… i wszystkie narody…! I chociaż minęło 2000 lat to jednak jeszcze nie cały świat wierzy w prawdziwego Boga. To jeszcze nie do wszystkich narodów dotarła wiara w Jezusa Chrystusa. Zaledwie co trzeci człowiek na świecie to chrześcijanin. Tak wielu jeszcze nie zna, nie zna prawdziwego Boga, tak wielu jeszcze nie przyjmuje sakramentów, tak wielu jeszcze nie słyszało Ewangelii.

Duch misyjny, a więc duch pójścia w świat, aby nauczać, to duch naszego zakonu franciszkańskiego. Święty Franciszek z Asyżu owładnięty był chęcią pozyskania wszystkich ludzi dla Boga. Był w swojej pracy misyjnej czasem można powiedzieć śmiało szaleńcem. W 1219 święty Franciszek zapragnął nawrócić sułtana tureckiego. Pomysł sam w sobie właściwie niewykonalny, bo były to czasy, kiedy muzułmanie (a sułtan turecki był muzułmanem), kiedy muzułmanie zabijali chrześcijan niemalże przy pierwszym spotkaniu. I oto widzimy, Biedaczyna z Asyżu idzie sam, bezbronny, wyposażony tylko w miłość do Boga i ludzi. Idzie pośród muzułman i dociera o dziwo do samego sułtana. Dociera, gdyż ani przez moment nie zwątpił. Dociera przed oblicze sułtana, bo miał mu coś ważnego do powiedzenia. A tą ważną rzeczą były słowa Ewangelii. Zdziwił się sułtan i nie tylko darował świętemu Franciszkowi życie, ale kazał go odprowadzić w bezpieczeństwie do swojego miejsca. I jak mówi podanie, po latach, kiedy sułtan muzułmanin umierał, na łożu śmierci poprosił o chrzest. I tym duchem misyjnym powiedziałem, owładnięty był zawsze zakon świętego Franciszka. Słynny święty Antoni, którego zaledwie kilka dni temu obchodziliśmy uroczystość, wstąpił do naszego zakonu właśnie po to, aby pójść na misje. A w ostatnich czasach oczywiście wielki święty Maksymilian Maria Kolbe, człowiek, który dla Boga przez Niepokalaną pragnął zdobyć cały świat. Znowu, jeśli się mu przyjrzeć, to można powiedzieć szaleniec Boży. Pojechał do Japonii, do kraju w którym mieszka 100 mln. ludzi a dzisiaj w Japonii jest zaledwie na te 100 mln. zaledwie 100 tys. katolików. Ale ci, którzy są katolikami zawdzięczają to odwadze i miłości świętego Maksymiliana.

„Jak ojciec mnie posłał, tak i ja was posyłam”.

I oto, drodzy w Chrystusie, wśród tych posłanych staje dzisiaj wśród nas ojciec Michał. Przyjmuje to zadanie, które wypełnił niegdyś Jezus, które wypełniali Apostołowie i święci, i zamierza pójść do odległego Peru, do kraju który jest ponad trzy razy większy jak Polska, do kraju w którym mieszka ok. 19 mln. ludzi, do kraju w którym, co prawda, większość a może niemal wszyscy są ochrzczeni, ale w którym wiara ludzi jest bardzo słaba, do kraju w którym brak kapłanów i nie ma kto rozgrzeszać, nie ma kto odprawiać Mszy świętej, nie ma kto udzielać chrztu, prowadzić pogrzeby i tam potrzeba naszej polskiej pomocy. Tam potrzeba misjonarzy, któryby rozrzucali obficie ziarno Bożego Słowa i Bożych sakramentów. I można zapytać, ojcze Michale, po co tam jedziesz? Czy dla wygody, czy dla szukania sławy, czy dla szukania przygód? Niczego takiego tam nie spotkasz. Spotkasz tylko życie cięższe niż tutaj, spotkasz dużo gorsze warunki, może dużo mniej życzliwych serc. Ale spotkasz rzecz największą. Znajdziesz okazję, aby tych ludzi nasycić Bogiem, aby tych ludzi doprowadzić do Nieba. Wypełnisz w ten sposób to, co Chrystus zostawił w Twoich kapłańskich rękach i w Twoich kapłańskich słowach.

Drodzy w Chrystusie Panu,

Każda dziedzina życia ma swoich patronów. Patronem misji jest święty Franciszek Ksawery oraz święta Teresa od dzieciątka Jezus. Święty Franciszek był przez wiele lat swojego życia misjonarzem, który przemierzył wiele krajów, a najdłużej pracował w Chinach. Ale zdziwić może, że patronką misji jest święta Teresa od Dzieciątka Jezus. To była przecież zakonnica, która lata swojego życia od 16 roku życia do śmierci spędziła za murami i za kratami surowego zakonu karmelitanek. Jak więc to możliwe, że ona patronuje misjom świętym? Otóż możliwe, bo święta Teresa od Dzieciątka Jezus codziennie ofiarowała w intencji misji swoje modlitwy. I dzisiaj, kiedy myślę, że z dumą – bo to jest powód do dumy – żegnacie swojego kapłana, musicie drodzy poczuć się zobowiązani, aby tak jak święta Teresa wspierać ojca Michała i misje w Peru swoją modlitwą. To od dzisiaj wasze wielkie zadanie.

Zaledwie przed dwoma laty jeden z polskich misjonarzy, który pracował w Indonezji napisał, ogłosił swoje niezwykłe wspomnienie. Był na misjach już 5 lat. Pracował wśród ludzi, którzy nie byli nawet jeszcze ochrzczeni. Próbował przybliżyć ich do Boga okazywaniem dobroci. Zbudował dla nich elektrownię, zbudował i wprowadził lekarza, zabudował dla nich szkołę i faktycznie, cenili go, ale nikt nie odważał się przyjąć chrztu świętego. I oto po 5 latach, z dnia na dzień zaczęli przychodzić tubylcy i prosić o udzielenie, o przyjęcie chrztu świętego. Jak wielka radość musiała napełniać serce tego kapłana. Radość, ale też troszeczkę duma, bo w końcu jego ciężka praca zaowocowała. Siadł więc i zaczął pisać do swojego ojca list: „Kochany ojcze, po 5 latach żmudnej pracy zaczynam mieć pierwsze nawrócenia…” Nie dokończył jednak tego listu, bowiem przyszła nagła depesza. Ojciec misjonarza zmarł. Cóż się okazało? Okazało się ukochani, że ten człowiek, ojciec kapłana, misjonarza zachorował, dostał wylew krwi a potem paraliż. Przez trzy miesiące ciężkiej choroby całe swoje cierpienia, każdą minutę swoich cierpień, swoje modlitwy ofiarowywał o nawrócenie tubylców, wśród których pracował jego syn. Okazuje się, i okazuje się ukochani, że owszem ciężka praca misjonarza była ważna, ale dużo ważniejsze były ofiary złożone przez jego ojca. Dla Boga odległość nie ma znaczenia! Dla Boga liczy się miłość!

A więc, wy wszyscy, cała wasza parafia może razem w waszymi misjonarzami nawracać ludzi. Wy możecie poprzez swoje modlitwy i cierpienia pracować zgodnie z tym misyjnym powołaniem, możecie nawracać wszystkie narody. Zostając tu, spełniając codzienne obowiązki, modląc się, stajecie się współ-misjonarzami. Powiedział kiedyś bardzo mądrze święty Jan Bosko, że czas należy do Boga, praca do kapłana, a modlitwy i ofiary są obowiązkiem całego Kościoła. No właśnie, „obowiązkiem”. To nie tylko możliwość, to wasz obowiązek od dzisiaj, aby modlić się w intencji nowego misjonarza i w intencji ludzi, wśród których będzie pracował. Niech powstaną wśród was koła żywego różańca, które jako główną intencje będą miały intencje misji świętych. Umiejcie ofiarować swoje codzienne trudności, cierpienia. Umiejcie wtedy, gdy dla przykładu jesteś matko w przychodni z małym dzieckiem, czekasz w długiej kolejce, czekasz w aptece w długiej kolejce i narzekasz tu i tam, że zła obsługa, że nie ma podstawowych leków, to pomyśl, że na świecie przynajmniej 1/3 ludzkości umiera nie widząc nigdy w życiu lekarza, nie mając żadnej opieki i pomocy. Ofiaruj swoje trudności, aby Bóg tamtym ludziom pomógł. Gdy stoisz w kolejce do sklepu i brak może tego, na co masz ochotę kupić to pomyśl, że na świecie co minutę kona człowiek z głodu. W każdej minucie umiera przynajmniej jeden człowiek, bo brak mu chleba.  A Ty narzekasz, że brak dobrej kiełbasy. Nie narzekaj, ale ofiaruj to, a Bóg na pewno pomoże tym, którzy najbardziej tego potrzebują.

Drodzy Bracia i Siostry w Chrystusie,

Oznajmiam Wam radość wielką: Macie misjonarza! Ale oznajmiam Wam też wielki obowiązek, musicie się za niego modlić! Jemu modlitwa będzie tak bardzo potrzebna. Wasza modlitwa będzie nawracała ludzi w Peru. Wierzcie w to. Wierzcie i wykonujcie. Wtedy i Wy staniecie się misjonarzami, wtedy i Wy wypełnicie to polecenie: Idźcie na cały świat i nauczajcie wszystkie narody.

Amen.

* * *

Liczę na zrozumienie, że publukuję ten tekst.

A swoją drogą to dziwne uczucie, czytać tekst swojego kazania sprzed tak wielu lat.

One thought on “Kazanie z przeszłości

  1. Bardzo ładna homilia.
    Drugi z polskich Franciszkanów którzy też wtedy zginął, był bratankiem mojego sąsiada. Siostra żony tego sąsiada (czyli jego szwagierka) była moją nianią gdy byłem dzieckiem.
    Niestety, nigdy nie poznałem osobiście przyszłego Błogosławionego (był 5 lat starszy), choć mieszkał pewnie nie dalej niż 3 km od naszego domu. Obaj Franciszkanie i włoski kapłan, dali bardzo piękne świadectwo chrześcijanskiego życia. Jedynym skutecznym sposobem nawracania ludzi, albo utrzymywania ich w wierze, jest świadectwo dobrego życia.
    Przypomnę, że kilkanaście dni później został zamordowany przes Sendero Luminoso włoski kapłan pracujący w Perú.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *