El Bolson

El Bolson to miasto w argentyńskiej Patagonii.

Patagonia to region geograficzny, który znajduje się w Argentynie i Chile i jest ponad trzy razy większy niż cała Polska. Słynie z pięknej przyrody, bo tu znajdują się Południowe Andy i legendarna Ziemia Ognista.

El Bolson jest położone niemal dokładnie na 42 równoleżniku.

Tuż za południową granicą miasta przebiega 42 równoleżnik i granica dwóch prowincji: Rio Negro, do której należy jeszcze El Bolson i Chubut.

„Tutaj to co magiczne jest naturalne” – tak reklamuje się El Bolson.

Wydawać by się mogło, że jest to bardzo na południu, ale to nie do końca jest prawda. Owszem, jest to daleko, bardzo daleko dla wszystkich. Polska jest jednak znacznie bardziej na północy niż El Bolson na południu. 42 równoleżnik półkuli południowej, to gdyby poszukać odpowiednika na półkuli północnej, to mniej więcej szerokość geograficzna Rzymu.

Miejscowość El Bolson powstała 94 lata temu. Jest położona w kotlinie pomiedzy dwoma pasmami górskimi. Przebiega przez nią owiana legendami „Ruta 40”, droga prowadząca od granicy z Boliwią na północy, aż do Ziemi Ognistej na południu. Ma 5200 km, przebiega przez 20 parków narodowych, momentami wznosi się na wysokość 5 km nad poziomem morza, będąc tym samym najwyżej położoną, poza Himalajami, drogą świata.

Maleńkie El Bolson zaczęło rozrastać się w latach 70-tych. Wtedy to młodzi ludzie należący do ruchu hipisowskiego w Buenos Aires wybrali sobie to miejsce jako swoją mekkę. Hipisi, bardzo często dzieci bogatych rodziców, osiedlali się więc w El Bolson, a ich rodzice co miesiąc podsyłali im czek na odpowiednią sumę. Wytworzył się więc hipisowski światek, w który nikt nie pracował, ale gdzie były najlepsze auta i oczywiście najlepsze narkotyki i nieustająca zabawa.

Z tego czasu pochodzi anegdota, która oddaje po części bardzo specyficzny światek hippy. Otóż do proboszcza przyszła dziewczyna ze swoim maleńkim dzieckiem i poprosiła, aby je ochrzcił. Proboszcz ucieszył się z takiego religijnego zachowania, ale musiał dopełnić prawnych formalności. Aby zapisać chrzest w księdze poprosił o dokumenty, ale mamusia nie miała żadnych dokumentów, ani swoich, ani dziecka. Zaczął więc dopytywać i doszło do pytania kim jest ojciec dziecka.

– wspólnota – odpowiedziała szczęśliwa mamusia.

– jak to wspólnota, co to znaczy? – pytał proboszcz.

– no, wspólnota, czyli wszystkie chłopaki od nas!

I tak w księdze parafialnej w rubryce „imię ojca” pozostał wpis z takim ciekawym imieniem ojca 🙂

Druga fala nowych mieszkańców El Bolson przybyła również z Buenos Aires. Przyjechali tu w latach 90-tych. Kim byli? Otóż byli zarażonymi wirusem HIV, których chciały delikatnie pozbyć się rodziny. Historia się powtórzyła, za tymi młodymi ludźmi przychodziły czeki na wysokie sumy, dające rodzinom komfort, że zabezpieczają swoje dotknięte nieszczęściem dzieci, a nowym mieszkańcom pięknego El Bolson pozwalały na dostatnie i lekkie życie.

Około roku 2010 znów znacznie powiększyła się liczba mieszkańców. Tym razem z Buenos Aires przyjechali rozmaici dilerzy narkotyków, którzy otrzymali ultimatum, albo znikną z Buenos albo będą ścigani przez prawo. Tym sposobem wielu z nich wybrało życie w romantycznym El Bolson.

Wystarczy przejść się na krótki space po miasteczku, żeby zobaczyć, że ludzie są tu rzeczywiście specyficzni. 200 metrów od naszego klasztoru jest deptak pełen straganów na których sprzedawane są wyroby dla turystów. Sprzedawcy bardzo, bardzo oryginalni. Mężczyźni z długimi włosami spiętymi w kucyk i brodami lub z dredami, kobiety z rozpuszczonymi jak u nastolatek długimi włosami i w kolorowych sukienkach. Wypisz wymaluj hipisi, tylko znacznie już podstarzali. Może czeki z Buenos Aires już nie przychodzą więc trzeba było nauczyć się jakoś zarabiać. Do nich dołączyli rozmaici artyści i rzemieślnicy. Ten sprzedaje wyroby ze skóry, inny z drewna. Ktoś „Jezusy” i „Che Gevary”, na kolejnym stoisku bembenki, dalej mandoliny. Kolorowe przepaski na nadgarstek i wisiorki. Drewniane fajeczki do palenia, ale nie do papierosów. Można kupić to co na wielu tego typu straganach na świecie. Tyle tylko, że tu nad wszystkim unosi się zapach słodkawego dymu 🙂

Skład mieszkańców El Bolson uzupełniają jeszcze bardzo biedni ludzie, którzy zeszli z gór, pozostawili nędzne górskie osady i tu w miasteczku szukają swojego szczęścia. Mieszkają w osiedlach, które aż rażą oczy swoją biedą.

Tacy, mniej więcej, są mieszkancy tego miasta, gdzie „to co magiczne jest naturalne”.

 

A kościół, wiara i obecność franciszkanów?

Otóż franciszkanie są tu obecni od 60 lat. Przejęli kościółek od salezjanów, którzy się stąd wycofali.

Nasz kościół jest jedynym tu kościołem katolickim. Poza nami jest około 50 mniejszych i większych kościołów, kaplic, zborów różnych wspólnot protestanckich. Jak mówi miejscowy proboszcz do kościoła przychodzi mniej niż jeden procent mieszkańców. Oczywiście ta pobożność wzrasta jeśli chodzi o chrzest dzieci czy o pogrzeb, ale szału nie ma.

Franciszkanie żyją tu bardzo, bardzo ubogo. Nie spotkałem jeszcze nigdy i nigdzie tak ubogiego klasztoru. Miejscowa ludność nie składa żadych ofiar za Msze św. i inne posługi, tylko symboliczne ofiary na tacę. Doprawdy nie wiem z czego moi bracia tutaj się utrzymują.

Wieża naszego kościółka w El Bolson.

Klasztor i klasztorne podwórko.

Klimat jest tu bardzo ciekawy. W gruncie rzeczy podobny do polskiego, oczywiście odwracając odpowiednio pory roku. Można spotkać to co znamy z Polski. Na podwórku klasztoru rosną brzozy, w ogródku maliny, ktoś z parafian przyniósł nam czereśnie, które smakują identycznie jak nasze. Tylko, jak to w górach, jest chłodniej. Choć tutaj jest teraz lato w pełni, to gdy przyjechałem przez pierwszą dobę w pokoju miałem właczone ogrzewanie. Zresztą ogrzewanie jest tu problemem, bo trzeba ogrzewać kościół i klasztor przez 9 miesięcy w roku.

Na świerkach obok klasztoru urzędują ptaki, które nazywają się „bandurria”. Po polsku należy je nazywać: ibis. Oto jeden z nich spacerujący po klasztornym podwórzu.

W miasteczku można spotkać oprócz nowoczesnych auta takie oto skarby.

Zgodnie z tutejszymi zwyczajami poza kościołem parafialnym są kaplice na osiedlach. Tu odprawiam Mszę św. w kaplicy św. Franciszka.

 

 

 

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *